Z pola zniknęły tony ziemniaków — wszystko przez plotkę?
W weekend wśród mieszkańców Dąbrowicy rozeszła się informacja, że na polu przy drodze, nieopodal dawnej gorzelni, ktoś „wysypał” ziemniaki i rozdaje je za darmo. W efekcie w sobotę i w niedzielę na miejscu pojawiali się mieszkańcy z taczkami, przyczepami i siatkami — wielu zabrało towar bez pytania. Kiedy w poniedziałek 13 października przyjechał współwłaściciel miejscowej gorzelni, okazało się, że po 150 tonach ziemniaków nie zostało praktycznie śladu.
Właściciel: to był nasz towar, nie prezenty dla mieszkańców
Piotr Gryta, współwłaściciel gorzelni, wyjaśnia, że ziemniaki zostały zakupione legalnie — sześć tirów towaru przyjechało na miejsce w czwartek, a w piątek za nie zapłacono. Towar został tymczasowo rozładowany na polu, bo nie było gdzie go przechować, a produkcja miała rozpocząć się dopiero za kilka dni. Gryta podkreśla, że nie miał zamiaru rozdawać ziemniaków i nazywa wydarzenie kradzieżą.
Dobre intencje i skala problemu — od dwóch worków po całe przyczepy
Na miejscu znaleźli się też ci, którzy tłumaczyli się dobrymi intencjami — jeden z gospodarzy przyznał, że wziął dwa worki „dla starego emeryta”. Właściciel gorzelni nie robi z tego problemu, ale zwraca uwagę, że pojawiły się przypadki wywożenia całych przyczep — to już nie przypadek, lecz zorganizowane działanie. Po interwencji część osób oddała zabrane worki.
Zostały tylko rozjechane resztki — i pytania bez odpowiedzi
Dziś na polu pusto — pozostały jedynie zgniłe kartofle i ślady kół. Lokalne plotki oraz wcześniejsze historie o porzuconych warzywach (papryce, kapuście) utwierdziły wielu w przekonaniu, że można brać „co leży”. Gryta z goryczą mówi, że działa w okolicy od 25 lat, ma publiczny numer telefonu na bramie gorzelni i nikt go w weekend nie powiadomił — telefony zadzwoniły dopiero po zdarzeniu.
Właściciel zapowiada dalsze kroki prawne
Współwłaściciel gorzelni nie chce wywoływać skandalu, ale zapowiada, że sprawy nie zostawi bez reakcji: prosi osoby, które wzięły ziemniaki, by je zwróciły, w przeciwnym razie sprawa trafi do prokuratury. Jak zauważa na koniec — cytując słowa swego dziadka — „gdy coś jest za darmo, nikt tego nie szanuje”.





Dodaj komentarz